Reportaż z pielgrzymki do Rzymu w dniach 29 kwietnia - 6 maj 2012

Przygotowania zajęły nam kilka godzin: podstawowe rzeczy, mapy, przewodniki, aparat fotograficzny. Wyjechaliśmy z Polski 29 kwietnia 2012 A.D. w samo południe. Granicę z Polską przejechaliśmy z dużą prędkością. Wybraliśmy trasę przez Czechy, Austrię do Włoch. W Czechach jechaliśmy przez Czeski Cieszyn, Frydek Mistek, Ołomuniec, słynne Austerlitz, Brno, Znojmo. Ze Znojmo pojechaliśmy na Wiedeń, Wiener Neustadt, Klagenfurt, a potem na Graz. W Voelkenmarkt zatrzymaliśmy się w restauracji Rosenberger. Dobre jedzenie, miła i szybka obsługa. A po dobrym jedzeniu na Villach do Włoch. A następnie przez Włochy do Asyżu, miejsca znanego i pięknego. Jechaliśmy ciągle autostradą, prawie do Perugi, z wyjątkiem odcinka z Brna do Znojma. Ale Znojmo kusiło dobrym grillowanym kotletem i sklepem Excalibur z trunkami z całego świata: whisky, brandy, winami, likierami, nalewkami. Do Asyżu dotarliśmy wczesnym porankiem. Nie jechaliśmy, jak inni na górę Asyż. Zostaliśmy na parkingu na dole w miejscowości Santa Maia deglia Angeli. Piechotą zwiedziliśmy bazylikę Santa Maria deglia Angeli. Robi wrażenie, jej wielkość, ale przede wszystkim mała kapliczka Porcjunkula w środku bazyliki. Nie wolno fotografować. Żule chodzą i nie pozwalają fotografować. Ale udało się mimo, ich nagonki zrobić kilka zdjęć. W samej kapliczce Porcjunkula jest wystawiony relikwiarz św. Klary. Budzi to zainteresowanie, ale z drugiej strony, w jakim celu ludzie ci muszą cierpieć po śmierci i być krojeni i wystawiani na wystawę? To co można zobaczyć w Asyżu, nie jest tak przerażające, to co potem zobaczyliśmy w Padwie: język św. Antoniego, podbródek św. Antoniego. Kto za tym stoi? Kościół, który chce zwiększyć ilość pielgrzymów, czy też ludzie sami tego domagają się? Jak dla mnie nie zwiększa to powagi i atrakcyjności tych miejsc, a wręcz kojarzy się z barbarzyństwem. Ale cóż ludzie są pazerni zjawisk, cudów i chęci dotknięcia kawałka ciała świętego. Na Asyż wybraliśmy się piechotą pod górę, wbrew większości, która udawała się tam różnymi środkami lokomocji. Wyjście piesze na Asyż, pozwala w sposób stopniowy zbliżać się do tego majestatycznego i pięknego miasteczka. To także trud, który pozwala bardziej cieszyć się pięknem już po wyjściu na górę. Asyż przemierzyliśmy w różnych kierunkach: do bazyliki św. Klary, to znów na wzgórze, to znów do bazyliki św. Franciszka. Asyż to miejsce godne zwiedzenia dla każdego, niezależnie jakiej wiary, umysłu i zainteresowań. Jednakże dominują w Asyżu kościoły, kaplice i bazyliki, ale i tak to miejsce względem turystycznym jest wspaniałe. Wąskie zabytkowe uliczki, kamienne domy ze średniowiecza, okienka z okiennicami i kwiatowymi ozdobami zachwycają w słoneczny dzień, gdy ściany stają się jeszcze bielsze. Ale Asyż zachwyca też w deszczowy dzień, gdy ukradkiem spaceruje się po średniowiecznym miasteczku, poszukując nowych doznań wzrokowych, estetycznych, ale również duchowych. Nie można zapomnieć Asyżu, do Asyżu trzeba wracać. Nie można porównać tego średniowiecznego miasteczka do żadnego innego na świecie. Pozostawiając Asyż, wiemy, że tu wrócimy, choćby na chwilę, kilka godzin. Dalej popołudniu, po całodniowym trudzie i uroczym Asyżu udaliśmy się do Rzymu, który czekał na nas już z dobrą włoską kolacją. Jesteśmy w Rzymie. Tu wszystko zachwyca, ale też denerwuje. Brak miejsc do parkowania. Mnóstwo ludzi. Dlatego najlepszym miejscem dla nas jest rzymski kemping z basenem i jacuzzi, przestrzenią i miejscem do parkowania, z dobrą restauracją i kafejką internetową. Z kempingu do centrum mamy około 20 minut. Dlatego każdy dzień wybieramy się w inną część Rzymu, jeden dzień poświęcamy na Watykan. Bierzemy udział w audiencji z papieżem. Audiencja to bardzo miła chwila, rozczulająca zwłaszcza w momencie prezentacji grup polskich, które dominują na audiencji. Widać, że Polska jest mocnym krajem katolickim i mocnym graczem, który powinien w ten sposób pokazać swoją siłę na arenie politycznej. Audiencja w słońcu wymaga też cierpliwości i wytrwałości. Dlatego warto wziąć parasole przeciwsłoneczne lub przeciwdeszczowe. Rzym podzielony jest na kilka dzielnic. Warto zwiedzać po kawałku, lub od rana do wieczora zaliczyć wszystkie najważniejsze miejsca. My wybraliśmy wariant kilkudniowy, który w sposób rzymski, włoski, na spokojnie pozwolił nam na zapoznanie się z większością zabytków i ciekawych miejsc w Rzymie. Oczywiście dominują kościoły, bazyliki, ale jest również Koloseum, Kapitol, Forum, schody hiszpańskie, mnóstwo kawiarenek, restauracji, barów i nadbrzeże Tybru. Rzym stał się dla nas faktem, miejscem, do którego musimy i tak powrócić, ponieważ 3-4 dni to tylko -polizanie” lodów, a lody są tutaj wspaniałe. Wracając z Rzymu przystanęliśmy w Padwie. Krótki spacer do bazyliki św. Antoniego. Zwiedzanie. Największe wrażenie to kolekcja złotych przedmiotów z reliktami św. Antoniego oraz jego krypta grobowa, wokół której mnóstwo ludzi prosi o łaski. Naszym zainteresowaniem jest również tutejszy uniwersytet, w którym studiował Mikołaj Kopernik oraz ogród botaniczny. Po zwiedzeniu Padwy przejeżdżamy na kemping wenecki. Popołudnie spędzamy na basenie, a następnie na kolacji. Wszystkiego spodziewaliśmy się, ale nie tego że Włosi nie poradzą sobie przygotować pizzy. Trudno, idziemy spać, a kolację włoską traktujemy, jak przypadek nadzwyczajny. Dzień następny to Wenecja - Tronchetto i jazda vaporetto, czyli tramwajem wodnym na plac Piazza San Marco. Płyniemy najbardziej znanym kanałem Grande Canal, który jest w słońcu, tutejsze pałace w stylu gotyckim, romańskim, barokowym i mieszanym są w kolorach ocieplonych przez słońce. Na placu San Marco - 5 maj 2012 odbywa się święto policji. Mnóstwo ludzi. Tłum, nie da się przejść przez plac San Marco. Niestety bazylika jest zamknięta. Dlatego mamy więcej czasu na zwiedzanie Wenecji. Pokrótce spacerujemy po wyspie Wenecja, przemierzamy wąskie uliczki, docieramy na najpiękniejszy most Rialto. Tutaj robimy kilkadziesiąt zdjęć. Z mostu Rialto jest doskonały widok na Kamał Grand. Tutaj można spędzić cały dzień. Patrzeć i patrzeć. Z Rialto wracamy tramwajem wodnym na parking Tronchetto. Następnie wracamy 10 godzin do Polski, pokonując ekspresowo około 1000 km. Wycieczka należy do udanych. Zaliczyliśmy: Asyż, Rzym, Watykan, Padwę i Wenecję. Choć w większości tych miejscowości jesteśmy po raz kolejny to każdy raz wnosi nowe wrażenia, nowe doświadczenia i spojrzenia, które czynią nas bardziej doskonałymi i pokornymi.
Wyszukaj ofertę
 
Cena: - - - PLN
Trwa ładowanie...
Więcej opcji